Plieskavica – Bałkański Burger

mega plieskavica

Będzie to kulinarne wspomnienie z dawnych wakacji. Rzecz dzieje się w Chorwacji na drodze krajowej Split – Knin. Upalny sierpniowy dzień i powrót z górskiej wędrówki. W roli głównej nasilający się głód. Mijamy zajazdy z zatłoczonymi parkingami, wszędzie turyści. Może kolejny będzie mniej zapchany. Przejeżdżamy obok niepozornej drewnianej budki stojącej obok drogi. Nie ma parkingu tylko ciąg zaparkowanych „Tirów” i samochodów ciężarowych. No może nie z piskiem, ale w zdecydowany sposób zatrzymujemy się. Przez głowę przewijają się zasłyszane dobre rady „jadaj tam gdzie jedzą zawodowi kierowcy”. Skoro jest ich tu aż tylu to pewnie jedzenie jest świeże i smaczne.

Z pewną dozą nieśmiałości wysyłamy najbardziej głodnego na zwiad. Wraca po chwili i mówi, że praktycznie to w menu jest tylko jedno danie „Plieskavica”. Cóż, głód w końcu zwycięża. Przekraczając próg, co tu dużo ściemniać, budy, ogarnia mnie na chwilę ciemność. Wchodząc do słabo oświetlonego pomieszczenia z pełnego słońca, sami wiecie jak to jest. Myślałem, że na zewnątrz jest gorąco ale to co było  środku to sauna i w dodatku zadymiona. Dym wydobywający się z paleniska aż piecze w oczy, ale ma znajomy zapach. To jałowiec. Mięso na ruszcie skwierczy, a ślinianki dostają kociokwiku. Pozostaje tylko zapytać, ale każdy się wstydzi. Co to jest Plieskavica? Odpowiedź jest krótka: Balkan Burger. No to zamawiamy.

Fakt byliśmy głodni, ale smak powalił nas wszystkich. Dobrze wypieczony kawałek mięsa do złudzenia przypominający mięso burgerowe, schowany w picie w towarzystwie pomidora i zielonego ogórka polany keczupem. Wyglądało niepozornie, ale za to ten smak i aromat… Mięso to był jakiś majstersztyk. Na szczęście obsługujący nas wysoki i zarośnięty Chorwat o przyjaznym imieniu Dawor, okazał się być gadułą. Powiedział, że mięso z którego robi się „burgera” jest mieszanką wieprzowo-wołową, która po odpowiednim doprawieniu leżakuje około tygodnia zanim jest gotowa do spożycia. Oprócz przypraw w mięsie są posiekane ostre papryczki, boczek, cebula i ser. I te smaki dało się wyczuć w Plieskavicy, a keczup okazał się być lokalnym sosem o nazwie Aywar, który jest zrobiony z pomidorów i bakłażana. Całość pychota. Okazało się, że właśnie pochłonęliśmy Plieskavicę Gurmańską. Panie na tym skończyły, a Panowie zamówili jeszcze po porcji. Najedzeni po sam korek wysłuchaliśmy jeszcze kulinarnych wywodów Dawora o innych rodzajach Plieskavicy.

W SPEEDY GONZALES LEGIONOWO można zamówić Plieskavicę Gurmańską. Dbamy o to żeby smak mięsa był wyjątkowy. Dokonaliśmy małej korekty w związku z krajowymi upodobaniami. Nasza Plieskavica jest podawana w bułce burgerowej, bo klienci cenią ją bardziej niż pitę. No i nasze mięso nie będzie miało tego zapachu mieszanki wytopionego tłuszczu i aromatu jałowca. Ale i na Bałkanach nie wszędzie zjesz takie cudo, a w każdym miejscu smakuje nieco inaczej, próbowałem m.in. w Chorwacji, Serbii i Słowenii.

 

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest