Ziele Damiany – meksykański sposób na miłość

damiana3

Od wielu wieków człowiek szuka skutecznego środka, który potrafiłby zniewolić serce ukochanej osoby. O rodzimym lubczyku pisałem już na okoliczność Walentynek w ubiegłym roku.

Teraz postanowiłem wziąć na warsztat bardziej egzotyczne zioło, którego liście wykorzystywane były przez plemiona Majów długo przed narodzeniem Chrystusa. Liście Damiany, krzewu którego pospolita nazwa to Turnera rozpierzchła (Turnera diffusa) są znanym w Ameryce afrodyzjakiem. Majowie wykorzystywali to zioło nie tylko do wprawiania siebie na wyżyny miłosnych uniesień. Napar z liści  był stosowany również do leczenia różnych dolegliwości, np. bólu głowy, chorób układu moczowego, pokarmowego, pomagał zwalczać stres.  Jeśli chodzi o zastosowanie Damiany w podbojach miłosnych, to mieli na to dwa sposoby.  Pierwszy to napar z liści Damiany, który po sporządzeniu dosładzany był miodem, gdyż bez tej domieszki byłby dosyć gorzki. Tak sporządzony napój podawano zarówno mężczyznom,  jak i kobietom. Wierzono, że wzbudza ona pożądanie seksualne, co pomaga kochankom w osiąganiu większej rozkoszy. Ile w tym prawdy wiedzą tylko ci, którzy spróbowali. Całości dodatkowo mógł dodawać smaczku rytuał, który towarzyszył spożywaniu tego naparu. Jednym z jego elementów było palenie liści Damiany. I to jest ten drugi sposób prowadzący do wzmożonych uniesień. Nie od dzisiaj wiadomo, że zioła i ich mieszanki podczas spalania uwalniają różne substancje aktywne. Nie inaczej jest z naszym miłosnym ziółkiem. Nie bez powodu w niektórych stanach Stanów Zjednoczonych Ameryki to zioło jest na liście substancji zakazanych. Jego właściwości odurzające mają z tym pewnie coś wspólnego.

Powszechne stosowanie naparu tego zioła przez Majów nie umknęło uwadze hiszpańskim misjonarzom. Nie trzeba było długo czekać, aby zostało przez nich przetestowane i przywiezione do Europy. Gdyby szukać imiennie kto przywiózł liście Damiany na hiszpański dwór królewski, to należałoby wskazać misjonarza o dźwięcznym imieniu i nazwisku Jesús Maria de Salvatierra. Kto jest ojcem chrzestnym ziela? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że nazwa pochodzi od św. Damiana patrona aptekarzy. Natomiast na rynku zielarskim Stanów Zjednoczonych pojawił się w pierwszych preparatach dopiero w drugiej połowie XIX wieku. A gdyby tak spróbować rozłożyć Damianę na części pierwsze wyszłoby, że w jej liściach znajdziemy flawonoidy, apigeninę, atrybutynę, kofeinę, olejki eteryczne, glikozydy fenolowe, garbniki. Wszystko podobno pozytywnie wpływa na nasz organizm.

Może zatem warto spróbować zwykłego naparu dla zdrowotności? Poniżej link do filmiku.

A może warto poeksperymentować w alkowie. Podobno suszone liście Damiany namoczone przez dwa tygodnie w winie pozwalają stworzyć prawdziwy eliksir miłości.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest