Meksykańskie Boże Narodzenie

spurge-wonderful-g5a40561b4_1920

zdjęcie autorstwa: Andrew-Art z Pixabay

Sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Wynik -2°C. W tym samym czasie w Mexico City 18°C. U nas szaro i ponuro, tam słońce. I u nas, i w Meksyku trwają przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia.

Meksykanie zaczynają świętować już 16 grudnia. Od tego dnia przez dziewięć dni odbywają się Las Posadas, czyli procesje mające przypominać wędrówkę świętej rodziny do Betlejem, które kończą się 24 grudnia w Noche Buena. Kobieta przebrana za Maryję zazwyczaj jedzie na osiołku, a otaczający tłum podążając za nią od domu do domu śpiewa piosenki i prosi o gościnę. Zbliżając się do domostw śpiewają:

En nombre del cielo
Os pido posada,
Pues no puede andar
Mi esposa amada …

co można przetłumaczyć:

W imieniu niebios
Proszę was o gościnę,
Gdyż moja ukochana małżonka
Już nie może iść dalej…

Oczywiście gospodarze w poszczególnych domostwach odpowiadają śpiewem na śpiew. Ostatni z gospodarzy przyjmujący wędrowców pod swój dach odśpiewują innej treści zwrotkę niż pozostali.

Piosenka ta ma sześć zwrotek.

Wytypowana wcześniej rodzina przyjmuje pielgrzymów pod swój dach, Tam czeka na nich poczęstunek, a na towarzyszące im dzieci piňata  w kształcie siedmioramiennej gwiazdy. Kula wykonana z masy gipsowej lub gliny wypełniona słodyczami symbolizuje szatana. Siedem ramion gwiazdy symbolizuje siedem grzechów głównych. Dziecko rozbijające piňatę ma oczywiście zawiązaną na oczach przepaskę. I tu kolejna symbolika. Człowiek kroczący przez życie jest ślepy na czyhające na niego grzechy. Spadające na dzieci słodycze z rozbitej piňaty symbolizują Łaskę Bożą.

zdjęcie autorstwa: Melyna Valle z Unsplash

I tak przez dziewięć dni, aż do 24 grudnia kiedy to na zakończenie dziewiątej Pasady na świat przychodzi Dzieciątko Jezus. Dziewięć dni symbolizuje tu dziewięć miesięcy stanu błogosławionego Maryi.

Misjonarze, którzy pojawili się w Meksyku w XVI wieku różnymi sposobami próbowali wprowadzić wśród Indian nową wiarę. Początkowo odbywało się to tak jak na naszych rodzimych słowiańskich ziemiach, czyli ogniem i mieczem. Później zaczęli szukać podobieństw, aby zmiękczyć tubylców. A jakie to podobieństwa?

Główne bóstwo Azteków o mało skomplikowanym imieniu Huitzilopochtli – bóg wojny i słońca – podobnie jak Jezus przyszedł na świat w wyniku niepokalanego poczęcia. Jego matka Coatlicue bogini życia, ziemi i śmierci miała schować pod swoją spódnicę z węży kulkę z ptasich piór, która spadła z nieba i tak właśnie został poczęty Huitzilopochtli. Kolejna zbieżność to okres kiedy bóg Huitzilopochtli był czczony przez Azteków. Okres ten przypadał na czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Wyłapał te wszystkie szczegóły augustiański zakonnik Diego de Soria i poprosił papieża o zgodę na to, aby Jezusa Chrystusa przedstawiać i czcić jako jedynego boga słońca i świata.

Jedna z teorii przedstawianych przez historyków głosi, że rozbijanie piňaty zakonnicy zaczerpnęli ze zwyczajów starożytnych Azteków, którzy w glinianym garnku przyozdobionym ptasimi piórami gromadzili skarby w postaci szlachetnych kamieni i owoców. Takie naczynie wieszali na świątynnym słupie obok posągu Huitzilopochtli w czasie obchodów jego narodzin i rozbijali je kijem. Zgromadzone skarby rozsypywały się u stóp ich boga i stanowiły ofiarę. Niestety nie jedyną, gdyż ich bóstwo rodziło się codziennie o świcie i umierało o zachodzie słońca. Energię do tej wędrówki czerpało z ludzkich ofiar składanych mu przez jego wiernych.

Ale żeby nie kończyć w tak ponurym nastroju to jeszcze jeden element, który od jakiegoś czasu również nam kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia, a wprost wywodzi się z Meksyku. To kwiat potocznie zwany gwiazdą betlejemską. W Meksyku dochodzi on do imponujących rozmiarów i nie jest kwiatem tylko krzewem. Jego słownikowa nazwa to Euphorbia pullcherrima lub bardziej po ludzku wilczomlecz nadobny. No i na koniec, krótka anegdota z nim związana.

Pewnego świątecznego dnia … oczywiście miało się zacząć od „Dawno, dawno temu … „chłopiec o imieniu Pablo udał się do kościoła, aby odwiedzić dzieciątko złożone w żłóbku w szopce. Zbliżając się do kościoła mijał swoich rówieśników, którzy nieśli ze sobą różne podarki. I wtedy zorientował się, że idzie pokłonić się dzieciątku z gołymi rękami. Wtem zobaczył, że przy drodze rośnie krzak z bujnymi zielonymi liśćmi. Nie zastanawiając się długo zerwał kilka gałązek, aby złożyć je przy szopce. Dzieci, które go widziały zaczęły się z niego wyśmiewać. On jednak ze szczerymi chęciami i czystym sercem złożył swój podarunek przy żłóbku. W momencie kiedy gałązki dotknęły ziemi zakwitły pięknymi czerwonymi kwiatami.

Ot taka świąteczna historia. A kto z Was chce wejść w klimat meksykańskich świat powinien posłuchać tej egzotycznej kolędy.

 

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest